Zero Waste każdego dnia – woda

Zero Waste każdego dnia – woda

W serii wpisów o wodzie, jakie już znajdziecie na moim blogu (tutaj i tutaj dalsza część) podkreślałam istotną rolę wody dla naszego organizmu. Bez niej nie jesteśmy w stanie żyć, nie tylko my, ale cały świat. Nie tylko ludzie, zwierzęta, ale też owady, rośliny, grzyby… Woda jest potrzebna na całym globie, a niestety alarmujące sygnały na temat ilości wody pitnej na Ziemii napawają strachem.

 

Rysunek 1 Znalezione na http://ziemianarozdrozu.pl/artykul/2113/ile-mamy-wody-na-ziemi

 

Coraz częściej w Polsce doświadczamy problemu brakującej wody. Może osoby mieszkające w miastach tego nie odczuwają, bo wodę mają w mieszkaniu non stop, jedyna różnica może być w podnoszącej się cenie za wodę. Ja, jako mieszkanka małej wsi, gdzie każdy dom jednorodzinny ma swoją studnię, odczułam już jak to jest, gdy brakuje w domu wody. Do tego stopnia, że na nasz dom, liczący 8 mieszkańców, musieliśmy postarać się o drugą studnię, bo pierwsza nie dawała rady. Studnia pamiętająca czasy moich pradziadków, zbudowana z 8 kręgów betonowych, zawierała objętościowo ilość wody zapełniającą tylko 3 betony i to nie całe. Z 8. To było ciężkie lato…

 

Na wsi szacunek do wody jest niezmierny, więc nigdy nie korzystaliśmy z niej jakoś rozrzutnie, a mimo to coraz częściej doskwiera nam jej brak. Dlatego potrzebna była druga studnią, z której w razie czego korzystają również nasi sąsiedzi.

Gdy człowiek widzi to co się dzieje, odczuwa tak fizycznie jakiś brak, o wiele łatwiej jest mu podjąć działania, by więcej taka sytuacja się nie powtórzyła. Samo wykopanie drugiej studni problemu nie rozwiązuje – studnie nie są głębinowe, źródła wybijają raczej płytko i są bardzo wrażliwe na dłuższy okres suszy. Ponadto pagórkowaty teren, gdzie mieszkam, nie należy do bogatych w zasoby wodne.

To wszystko razem od zawsze było motywacją do oszczędzania wody. Każdej – nawet tej pod postaciom deszczówki, wody przepływającej przydomową fosą z pól, czy wody już raz wykorzystanej.

 

Deszczówka – rzecz normalna, dawniej nawet można było deszczówkę pić! Teraz, ze względu na zanieczyszczenie powietrza bałabym się tego. Mimo to mój cudowny tata stworzył mega sieć rynien wokół domu i wokół garażu, które złączone w dwa systemy odwadniające, doprowadzają wodę deszczową spływającą z dachu do dwóch beczek 60 litrowych. Woda w nich wykorzystywana jest u mnie do podlewania kwiatów w domu, ogrodu, gdy już jest sucho, a czasem nawet do mycia samochodu.

 

Jeśli chodzi o przydomową fosę to nie zrozumcie mnie źle – nie okradamy natury z jej naturalnego nawodnienia! W okresie wzmożonych opadów w jednej z takich fos trzymamy stary, żeliwny gar, w którym również łapiemy wodę. Taka zamulona lekko woda świetnie nadaje się do roślinek w ogrodzie!

 

Woda która już raz znalazła u nas zastosowanie to nazwana inaczej „woda szara”. Pierwszy raz o niej przeczytałam na portalu ulicaekologiczna.pl w tym artykule. Z jednej strony pomyślałam: „ Łał, piszą o czymś takim w internetach!” z drugiej strony pomyślałam: „Czemu dopiero teraz!?”

W moim domu szara woda to żaden problem! Zacznijmy od wody po kąpieli – po pierwsze nie pamiętam kiedy wylegiwałam się w wannie pełnej wody. Raczej nigdy, bo nawet jeśli miałabym na to ochotę, mama zawsze kontrolowała ilość nalewanej do wanny wody i nigdy nie było to nawet pół wanny. Chcąc, nie chcąc odkąd pamiętam wolałam w końcu ten prysznic. Jako młódka w wieku 13 lat denerwowało mnie, że nawet kąpiel pod prysznicem musi mieć utrudnienie, bo trzeba stać w miednicy. Teraz wiem, że to ma sens. Po dziś dzień jestem zaskoczona, że nawet kąpiąc się w ten sposób wypełniam miednicę do pełna i to z nawiązką… Jedna taka kąpiel pod prysznicem z miednicą i zobaczycie, ile wody Wam ucieka.

Złapana woda nigdy nie była wylewana ot tak. Służyła jako woda do spłukiwania toalety. Spójrzcie kiedyś, jak wiele wody czystej ucieka przy spłukiwaniu toalety nawet przy użyciu mniejszego przycisku. Bardzo dużo… Po dwa zastanówcie się czy naprawdę każda wizyta w toalecie wymaga jej spłukiwania? Wiem, że to nieestetyczne i nie za pięknie to pachnie z toalety, ale może wystarczyłoby spłukać toaletę raz na jakiś czas? Oczywiście mówię o warunkach domowych, gdzieś na mieście niespłukana toaleta nie przejdzie…

Wodę trzymaliśmy w wiadrach w łazience – to może być dla wielu osób nie do przejścia, bo takie wiadra nijak nie mają się do minimalistycznego wystroju, ale warto spróbować, nawet w mieszkaniu.

Był taki czas, kiedy moja mama (mistrz oszczędności, uwierzcie!) wlewała wodę do prania, jaką udało się złapać po deszczu, po czym łapała wodę po płukaniu, by użyć ją po raz drugi do kolejnego prania (to drugie pranie to były np. ubrania robocze mojego taty). Kosztowało ją to bardzo dużo pracy – nanieść kilka wiader wody, wlewać je do szufladki na proszek. Następnie przekładać wąż i łapać wodę po płukaniu, by powtórzyć całość od nowa przy kolejnym praniu. Wyobrażacie sobie ile wiader stało wtedy w łazience, która do wielkich nie należy? Bardzo dużo, ale ile dzięki temu zaoszczędziliśmy wody?

 

Ostatnia forma oszczędności wody to jej wykorzystanie przy myciu naczyń. W dwukomorowym zlewie trzymamy dwie miski – w jednej myjemy, w drugiej płuczemy naczynia. Żeby było trudniej – do tej pierwszej wlewamy nagrzaną, konkretną ilość wody i nie zmieniamy jej do końca mycia. Płukanie następuje pod bieżącą wodą bezpośrednio do drugiej miski. Następnie woda po myciu ląduje w toalecie, a woda po płukaniu zostaje podgrzana do kolejnego mycia naczyń. Dzięki temu woda z płukania nie ucieka, tylko wykorzystywana jest ponownie.

Obrzydza Was to zapewne i już teraz macie moją rodzinę za bandę dziwolągów. I dobra, ale w tak wodnooszczędny sposób nie umyje naczyń żadna zmywarka.

Jeśli odpowiednio pozbędziecie się resztek jedzenia z naczyń, pozbędziecie się tłuszczu i zaplanujecie mycie naczyń (szklanki i szkło -> talerze, miski -> garnki, patelnie) zobaczycie, że to wcale nie jest takie złe i obleśne.

 

Trochę się dziś rozpisałam, ale chciałam pokazać Wam wszystkie sposoby wykorzystywane u mnie, w domu jednorodzinnym. Mamy wiele możliwości do oszczędzania wody. Mam nadzieję, że nawet jako mieszkaniec bloku znajdziesz w moim wpisie inspirację do oszczędzania wody na co dzień.

 

Kajk

Udostępnij


Dodaj komentarz

4 komentarzy do "Zero Waste każdego dnia – woda"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Goś
Gość

Od wielu rzeczy człowiek odszedł… jako dziecko pamiętam, że jak myliśmy naczynia to najpierw w jednej komorze zlewu (woda stała), a płukało się w drugiej 😉 a teraz sama się łapię, że myję pod bieżącą :O choć staram się ten nawyk zmienić!
Dziś nie oszczędza się nic… ale przyjedzie czas, kiedy się to na nas zemści. I będziemy musieli wrócić do początku.

Holly
Gość

Jestem zafiksowana na tym punkcie. Gonię rodzinę do oszczędzania.

Holly
Gość

Jestem zafiksowana na tym punkcie.

wpDiscuz