Jak zostałam wege? Koniec historii

Jak zostałam wege? Koniec historii

Moja historia weganizmu, jak napisałam poprzednio, miała swój początek jeszcze w dzieciństwie. Oczywiście moje postępowanie wtedy nie było dyktowane w żaden sposób czy podpisywane pod jakąś filozofię. Dopiero teraz, gdy już jestem troszkę starsza, widzę tą zależność. Jednak dalsza droga mojego życia już nie była tak idealna i tak wegańska 😀

Okres gimnazjum, szkoły średniej to, według mnie, jedne z najbardziej burzliwych. Wtedy tak wiele zmienia się w nas samych, że ciężko za tym nadążyć. Do tego dochodzą problemy ze szkołą, z kolegami, przyjaciółmi, niezrozumienie i konflikty ze strony rodziców. Taka mieszanka wybuchowa. Ja jako nastolatka nie byłam taką mieszanką – należałam do spokojnych kujonek. Świadectwa z czerwonym paskiem, mól książkowy, zero ruchu, no może prócz zajęć tanecznych, które kochałam. Jednocześnie to czasy, kiedy bezkarnie wcinałam wszystko i nie tyłam (zaznaczę, że  w klasie zawsze należałam do tych najmniejszych, najwolniejszych, najbardziej niezdarnych :D) Mogłam codziennie opychać się chipsami, dojadać kromki z dżemem lub pasztetem. Obiad zjedzony w szkole, potem jeszcze coś ciepłego w domu – niezbyt zdrowo i na pewno niewegańskie. Wtedy to chyba nikt o weganizmie nie słyszał u mnie na wsi.

Na termin „wegetarianizmu” trafiłam przypadkiem w internecie, gdy poszukiwałam informacji na temat postaw ekologicznych (jakiś projekt na biologię, a może na jakiś inny przedmiot…?) W jednym z artykułów było pokazane, jak swoją dietą, z której wykluczymy mięso, można dbać o środowisko. Zafascynowało mnie to mocno i spróbowałam – po prostu przestałam jeść mięso, ale niestety szybko mi się to znudziło. Pomimo miłości do zwierząt i całej natury, jaką miałam w sobie, nie potrafiłam połączyć tego ze swoim talerzem.

Ta cudowna cecha ‘pożeracza’, o której pisałam wcześniej, zniknęła wraz z przejściem do liceum. Długie dojazdy ze wsi do miasta, mało autobusów, a za to długie czekanie. Ten czas trzeba było sobie jakoś umilić, a McD był pod ręką. Tanie, szybkie jedzenie, towarzyskie spotkania – to była kwintesencja szkoły średniej. Nie martwiłam się zdrowiem, nie miałam żadnej refleksji nad tym, co jem – z czego czy jak zostało zrobione. Ważne, że dużo i tanio. W tym okresie potrafiłam wciągnąć bez mrugnięcia okiem, zestaw powiększony – ‚if you know, what i mean’… Wiem, nie ma się czym chwalić, ale taki był mój styl życia – ideałem nie jestem. Po 18-stce było tylko gorzej – imprezy, jakieś mocne trunki itd. – szaleństwo sobotniej nocy.

Przebudzenie nastąpiło, gdy okazało się, że mam torbiel na jajniku. Do usunięcia tylko operacyjnie. Trzy miesiące później – do usunięcia perlak (narośl w uchu, która zniszczyła mi błonę bębenkową i strzemiączko)- kolejna operacja i to wszystko w roku maturalnym. Po takich przejściach medycznych postanowiłam, że na własne życzenie nie będę niszczyć swojego zdrowia – zadbam o siebie.

Zaczęłam ćwiczyć, zaczęłam zdrowo się odżywiać. Dotarłam również do akcji „Zostań wege na 30 dni”. Ich e-maile były dla mnie bardzo interesujące  i motywujące, wypróbowałam z niej wiele przepisów, a e-maile od nich mam w skrzynce po dziś dzień! Motywacja, niestety szybko minęła.

Kolejny rok to był rok szukania siebie – rozpoczynania i rzucania studiów, które nie były dla mnie, wyjazdów zagranicznych za kasą, kursy, czas na miłość.

Najdłuższy i ostatni wyjazd za granicę, to była Holandia z moim M. Spędziliśmy tam pół roku. Nasz czas dzielił się na ciężką pracę od rana do 17, i na wieczorny relaks przy komputerze. Czas spędzony online był dla mnie najbardziej kreatywny – wtedy odnalazłam film Gerry’ego , „101 powodów by zostać wege”. Wtedy odkryłam kanał Mayathebee na YT.

I to było to. To był najmocniejszy bodziec do przejścia na 100% dietę roślinną. Poczułam, że to jest to, czego szukałam. To, co jest najlepsze dla mojego organizmu.  Wtedy już decydowałam sama za siebie, miałam swoje pieniądze, sama decydowałam o sobie, więc mogłam zacząć żyć życiem, jakie chciałam obrać.

Życiem w style wege.

Nie tylko na talerzu, przede wszystkim – w swoim sercu.

Udostępnij


Dodaj komentarz

1 Komentarz do "Jak zostałam wege? Koniec historii"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Magdalena
Gość

Szaleństwo sobotniej nocy ♥️ ach te wspomnienia! Super czyta się Twoje posty Siostro! Pozdrawiam cieplutko 😊😚

wpDiscuz