Problem – marnowanie żywności

Problem – marnowanie żywności

Marnotrawstwo jest dla mnie największym grzechem. Nie dość, że pobudzani jesteśmy przez media do nadmiernego konsumpcjonizmu, ciągle kupujemy coś w nadmiarze, bez zastanowienia, to jeszcze nie jesteśmy w stanie tego do końca wykorzystać, ewentualnie podzielić się tym, czy później naprawić. Bo przecież za ten czas już pojawia się nowe, lepsze, szybsze, po prostu trzeba zmienić model.

Nie będę dziś pisać o samochodach czy przedmiotach. Dziś o czymś banalnym, a zarazem najważniejszym, bo o jedzeniu.

Obserwuję działania Polskich Banków Żywności. Przerażają mnie dane, które pokazują ile żywności marnujemy. Poniższa grafika przedstawia ile żywności marnuje przeciętny Europejczyk.

 

Te liczby dla mnie są porażające, zwłaszcza, że 2/3,  czyli ponad 60% z tego, co zostało wyrzucone, można byłoby skonsumować, czy wykorzystać! Teraz dla kontrastu zobaczmy ile ludzi na świecie głoduje – 925 mln. 925 000 000. To liczba z 2011 roku, obecnie zapewne jest dużo większa.[1]

Ok, to jest świat powiecie, w Afryce głodują, bo susze, gdzieś tam, bo są wojny, a gdzie indziej głodują bo ten naród to lenie, jak nie pracują to niech głodują. Tylko czy np. w Polsce nie ma problemu z niedożywieniem czy głodem? Dane z 2014 roku wcale nie napawają optymizmem – ok. 500 tys. dzieci (500 000 !!!) w Polsce jest niedożywionych lub głodujących! [2] [suchar: może 500+ coś poprawiło = nie śmieszne]

Gdzie tu sens i logika? Wyrzucamy tyle żywności, a tylu ludzi na świecie, i w Polsce też, głoduje? Mnie to przeraża i mocno denerwuje. Jak można tak pochopnie dysponować darami natury, które są naszym podstawowym źródłem do życia, jedzeniem? To jest straszne, a nie zapowiada się, by było lepiej.

Co najczęściej ląduje w koszu? Co Polacy najczęściej wyrzucają?

Najwyżej widnieje pieczywo… Jak to widzę – chce mi się płakać.

 

„Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba

Podnoszą z ziemi przez uszanowanie

Dla darów nieba,

Tęskno mi, Panie.”

Cyprian Kamil Norwid

 

 

Już chyba nie ma tego kraju. Pocieszam się faktem, że może nie sam chleb jest tak często wyrzucany, co różne wyroby cukiernicze, jak np. słodkie drożdżówki, które pomimo konserwantów z łatwością mogą pleśnieć czy się psuć (a nie wnoszą niczego wartościowego do diety, chyba, że są to domowe bułeczki to zwracam honor). Jednak nigdy nie zrozumiem wyrzucania pieczywa.

Co z nim można robić? Gdy jest czerstwy – wykorzystać na grzanki, zrobić sucharki, zmielić na bułkę tartą. To tyle i  nic nie trzeba wyrzucać. W parku okruszkami nie pogardzi żadna ptaszyna, może też warto byłoby się z nią podzielić. W moim rodzinnym domu chlebuś moczymy dla kurek, a chleba Ci u nas dostatek, bo sąsiedzi podrzucają, co nie dojedzą. I dobrze robią!

Kolejne miejsce to owoce. Z nimi jest ten problem, że wiele niszczy się jeszcze podczas zbiorów i transportu. Pewnych rzeczy nie przeskoczymy. Jednak gdy widzę dzieciaka, który raz ugryzie jabłko i wyrzuca je do kosza, „bo niedobre”… Albo gdy wyrzuca się banany z kropeczką na skórce. Albo gdy supermarkety nie przecenią lekko psujących się produktów, bo wolą wyrzucić… Może to nawet nie nad konsumpcja nakręca ten rynek, co zwykłe marnotrawstwo?

Następnie wędliny. Jak dla mnie to może nie istnieć. Mimo to mieszkam z mięsożercami, mój narzeczony również jest mięsożercą. Wiem, że moja rada na „nie wyrzucanie mięsa” – po prostu nie jedz mięsa, nie podziała. Proponuję zatem mniejsze jego spożycie. Wystarczy kupić w mięsnym po kotlecie na głowę. Nie te pakowane w plastik, gdzie człowiek tak naprawdę nie wie co kupuje, ale prawdziwe, u rzeźnika czy sklepie mięsnym. Wtedy masz pewność, że kupujesz świeże, bo możesz sobie powąchać, obejrzeć, czy nie jest zbyt śliskie albo zielonkawe. Dodatkowa wyprawa do mięsnego albo Cię zniechęci i nie kupisz mięsa, albo przynajmniej zrobisz kilka kroków więcej  dla swojego zdrowia. A i plastiku będzie trochę mniej jeśli pomyślisz i weźmiesz ze sobą jakiś pojemnik.

Prawie 50% zakupionych warzyw również jest wyrzucane. Tu sytuacja jest podobna do owoców – niektóre są w gorszym stanie przez zbiory, transport, nie mogą być sprzedane takie czy takie. Gdyby zmieniona została polityka sprzedaży warzyw i owoców (a powoli widoczny staje się trend odkupywania zniekształconych warzyw i owoców od rolników) to na pewno tych wyrzucanych byłoby dużo mniej.

Ale zawsze trzeba popatrzeć jeszcze na samego siebie – ile z tego warzywa sam wykorzystuję. Ile tych warzyw/ owoców kupuję. W jakim stanie, jak wykorzystuję. Czy potrafię je przechowywać w swoim domu, bo to też ma wielkie znaczenie. Czy umiem wykorzystać resztki, lub zutylizować obierki czy inne. Czy przetwarzam nadmiary, czy mrożę, itd. Itp. Czas na warzywno – owocowy rachunek sumienia.

Cała reszta utrzymuje się poniżej 30%, choć odniosę się do ziemniaków, bo ich wyrzucamy również bardzo dużo, a to głównie ze względów logistycznych, tak sądzę. Zapewne jest to problem związany z ich przechowywaniem, bo ziemniaki nie lubią zbyt wysokiej temperatury, zwłaszcza te zimujące, które cały okres od wykopków po maj powinny spędzić w chłodnej, ciemnej piwnicy, nie wilgotnej, ale nie mogą też zostać przemrożone. Wyższa temperatura oraz światło powodują pojawienie się kiełków. Wtedy ziemniak niestety nie jest już najlepszym produktem do spożycia, ale to nie znaczy, że trzeba go wtedy niezwłocznie wyrzucić! Takie ziemniaki trzeba grubo obierać, zwłaszcza wokół „oczek” oraz w miejscach, gdzie ziemniak jest zazieleniony i tyle. Solanina pojawiająca się w takim ziemniaku jest trująca dla nas, ale nie rozprzestrzenia się po całej bulwie, tylko zlokalizowana jest w warstwach podskórnych, których łatwo możemy się pozbyć.[3]

Co do nabiału, który plasuje się na kolejnych miejscach, winowajcę widzę w złym przechowywaniu lub w wyrzucaniu produktów przed terminem. Boimy się zjeść jogurt czy śmietanę, na których pojawia się serwatka. To nic trującego. Serwatka jest naturalnym wytworem w produktach mlecznych. Gorzej, jeżeli na takim otwartym produkcie znajdzie się pleśń – tego już nie uratujemy, ale każdy inny produkt z grupy mlecznych, który ma datę do wczoraj i nie ma wykwitów pleśni – można zajadać!

Polecam dodatkowo zapoznać się z ciekawym raportem Banków Żywności na temat marnowania jedzenia.

Tym wpisem nie tyle chciałam pokazać Wam sposoby na ratowanie marnowanego jedzenia, ale otworzyć oczy na narastający problem marnowania żywności. Spróbujcie ocenić, na ile sami możecie zmierzyć się z tym problemem.

 

Kajka

[1] http://www.pck.pl/news,957.html
[2] http://wgospodarce.pl/informacje/16872-zatrwazajace-dane-o-glodujacych-dzieciach-w-polsce-500-tys-jest-glodnych-lub-niedozywionych
[3] M. Konarzewska: „Technologia gastronomiczna z towaroznawstwem, tom II”, wyd. WSiP, Warszawa 2014, s. 200-204
Udostępnij


Dodaj komentarz

2 komentarzy do "Problem – marnowanie żywności"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Ewa
Gość

Przepraszam, ale 2/3 to nie jest w przybliżeniu 80%! 2/3 to dokładnie 66,6 %, rozumiem gdyby pani zaokrąglila do 65, ew 70. Ale 80 to już gruba przesada. Pozdrawiam

wpDiscuz