Węglowodanowe szaleństwo

Węglowodanowe szaleństwo

Pisząc poprzednie posty o węglowodanach, opierałam się na wiedzy, jaką przekazywaną mam na studiach z dietetyki. Dziś, obalając mit diet wysoko węglowodanowych jak i nisko węglowodanowych, oprę się już nie tyle na akademickim podręczniku, co na literaturze pewnych książek, które jako roślinożerca dietetyk przeczytałam.

Otóż jako student dietetyki podkreślam na wstępie – nie możemy demonizować czy też wywyższać jakichkolwiek składników odżywczych. Białka, tłuszcze jak i węglowodany – wszystkie są nam niezbędne do zbilansowania zdrowej diety. Dlatego uważam, że diety „wysoko  węglowodanowe” czy „nisko węglowodanowe” są bez sensu. Do tego nazewnictwo tych diet nic nam nie mówi.

Tak samo próba selekcji i wrzucenia diety w jakieś cyferki – dieta 5/5/90 (czyli stosunek procentowy białek/tłuszczy/węglowodanów w całodziennym spożyciu pokarmu, obliczany z całodziennej kaloryczności dla danej osoby),  czy wrzucanie proporcji na poziomie 40/40/20 – nie, nie i jeszcze raz nie! Na dłuższą metę takie idealne proporcje są niemożliwe do utrzymania czy osiągnięcia.

Dieta wegańska, z reguły oparta na produktach roślinnych, będzie zawierała w większości węglowodany. Możemy zatem nazwać ją wysoko węglowodanową, ale dlaczego? Po co szufladkować, jeżeli dietę będziemy odpowiednio bilansować? Dopóki w naszym jadłospisie znajduje się odpowiednia ilość białek, tłuszczy i węglowodanów – wszystko będzie dobrze, nawet na diecie wegańskiej.

Przyjmijmy jednak, że dieta wysoko węglowodanowa to taka, która zezwala na 90 % energii pozyskiwanej z węglowodanów, reszta, czyli 10% po równo z białek i tłuszczy. Taka dieta, w moim uznaniu, jest dietą nie dla każdego i w dłuższym okresie może mieć działanie negatywne dla zdrowia. Zbyt duże obcięcie kaloryczności z tłuszczy może doprowadzić do wielu zaburzeń, związanych z układem hormonalnym (o tłuszczach będę pisać jaśniej już niedługo), zwłaszcza u kobiet. Ilość tłuszczy w diecie powinna graniczyć mniej więcej w okolicach 15%. Podobnie białka.

I na diecie wegańskiej jest to do zrobienia, wystarczy dorzucać do diety odpowiednie produkty, jak np. strączki, nasiona, ziarna, pestki, orzechy. Są bogate w tłuszcze jak i w białko, zawierają również węglowodany, ale są to węglowodany złożone i w niewielkiej ilości.

Wiem, że łatwo pogubić się w tym wszystkim. Sama mam z tym problem, ale staram się przekazać Ci zdroworozsądkowe podejście do sprawy.

Chcę, byś nie bał się węglowodanów (a jakich unikać to zaraz pokażę). Nie bój się tłuszczy, ani białek. Jesteś jednostką, indywidualnością, dlatego nie możesz dać się zapuszkować w  zakresy czy ograniczenia jakiejś diety. Tylko pełnowartościowa dieta, najlepiej roślinna,  ewentualnie z dodatkiem niewielkiej ilości produktów odzwierzęcych, jest dla zdrowia człowieka optymalna. W takiej diecie niczego nie brakuje, bo opiera się na bogactwie owoców, warzyw, produktów pełnoziarnistych, ale nie na tym chciałam dzisiaj się skupić.

Węglowodany są bardzo zróżnicowaną grupą substancji, dlatego też znajdziemy je w wielu produktach. Strach przed cukrami prostymi, wyciągniętymi z buraka cukrowego, z trzciny czy kukurydzy, w postaci cukru białego czy syropów, dodawane do wszelkich produktów, jest właściwy. Takiej formy węglowodanów unikamy jak ognia (dlatego czytaj etykiety w poszukiwaniu syropu glukozowo-fruktozowego czy innych syropów). Nie dajmy się też omamić i nie rzucajmy się na produkty typu: „Płatki śniadaniowe z błonnikiem”. Przeczytaj, co w takich płatkach jest na pierwszym, trzecim miejscu. Błonnik na pewno będzie gdzieś na końcu, jako dodatek, a cukier w postaci cukru, miodu lub syropu kukurydzianego czy innego będzie przodował. Lepiej skup się na produkcie, który faktycznie zawiera błonnik , czyli proste płatki owsiane, jaglana, gryczane czy inne, w ich najczystszej postaci. Tam błonnika mamy aż nad to.

Tak samo ma się sprawa z makaronami, kaszami i mąkami. Nie kupujmy ciągle tych samych, białych mąk i makaronów. Niech urozmaiceniem  codziennego jadłospisu będzie ciemny makaron, a do wypieków dodajmy choć odrobinę mąki o wyższym niż 750 typie. Ciężko taką mąkę znaleźć, wiem, ale są sklepy internetowe, czy sklepy ze zdrową żywnością, ekologiczne, które posiadają takie w swojej ofercie. Na koniec – owoce i warzywa. Świeżych czy mrożonych wcinajmy na pęczki, nie skupiając się jedynie na ziemniakach czy pomidorach. W sezonach mamy tak wiele dostępnych warzyw czy owoców, spróbujmy każdego, jaki wpadnie nam w ręce w różnej postaci. Nie tylko gotując czy piekąc, ale również na surowo. Wzbogacajmy dietę o warzywa liściaste.

Podsumowując temat węglowodanów: są one jednym z głównych składników pokarmowych. Są głównym i najprostszym źródłem energii dla naszego organizmu. W diecie wegańskiej stanowią znaczącą większość w w stosunku do białek czy tłuszczy, ponieważ ich spożycie waha się pomiędzy 60-70% dziennego spożycia. Nie oznacza to, że weganie są skazani na niedobory białka czy tłuszczu, ponieważ rośliny są w stanie dostarczyć również tych składników, co udowodnię Wam w kolejnych wpisach z cyklu Ciekawych Czwartków.

 

Kajka

Udostępnij


Dodaj komentarz

3 komentarzy do "Węglowodanowe szaleństwo"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Katarzyna Hartung
Gość

Bardzo przydatny tekst!

Małgorzata Hert
Gość

Bardzo fajny wpis. Ludzie często w dietach unikają węglowodanów – zupełnie nie potrzebnie, bo one sa potrzebne. Wystarczy rozsądnie łączyć

Ola Bassement
Gość

Przydatny wpis! Ja lubię ‚węgle’ i ciężko byłoby mi z nich zrezygnować !

wpDiscuz